Wojna szyicko-sunnicka prowadzi do samounicestwienia religii pokoju

Udostępnij to:
FacebookTwitterGoogle+Podziel się

Od wielu lat trwa niewypowiedziana wojna między szyickim Iranem a sunnicką Arabią Saudyjską. Sunnitów na świecie jest pięć razy więcej niż szyitów, a jednak na koniec 2016 r. szyici mają przewagę nad sunnitami, a tym samym Arabia Saudyjska traci swoją przywódczą rolę w świecie islamu na rzecz Iranu.

Dlaczego szyici mordują sunnitów, a sunnici szyitów?

Szala zaczęła się przechylać na korzyść Iranu na początku stycznia 2016 r., kiedy w Arabii Saudyjskiej stracono znanego i szanowanego imama szyickiego (w kraju tym bowiem 15% ludności stanowią szyici, za którymi zawsze chętnie wstawia się Iran). Śmierć imama wywołała falę protestów antysaudyjskich w Iranie, gdzie zaatakowano również ambasadę saudyjską. Po tym ataku Arabia zerwała stosunki dyplomatyczne z Iranem.

Wcześniejsza fala przemocy szyicko-sunnickiej na poziomie międzynarodowym miała miejsce w roku 1979, kiedy w Iranie miała miejsce rewolucja islamska, a przywódcy szyiccy przejmują władzę jasno dawali do zrozumienia, że dążą do przejęcia roli przywódczej w całym świecie islamu. Irańska propaganda zaczęła wytykać Arabii Saudyjskiej, że w niewłaściwy sposób opiekuje się świętymi miejscami islamu w Mekce. Tymczasem Saddam Husajn stojący na czele arabskiego państwa sunnickiego (choć w Iraku ponad 60% ludności to szyici) postanowił skorzystać z zamieszania w Iranie i zajął irańskie przygraniczne pola naftowe. W rezultacie irański szyicki reżim skierował się przeciwko sunnitom – rzecz jasna, podobnie sunnickie rządy Saddama nieprzychylnie potraktowały rodzimych szyitów mieszkających w Iraku. Bojąc się, że sunnici utracą ich wiodącą pozycję w islamie pomimo liczebnej przewagi, Arabia Saudyjska, Kuwejt i inne kraje arabskie wspierały finansowo wojnę Saddama z Iranem. W odpowiedzi Iran zachęcał szyickich pielgrzymów wybierających się do Mekki, by robili zamieszanie. W 1987 tak bardzo rozrabiali, że do akcji wkroczyła saudyjska policja. Zginęło 275 pielgrzymów irańskich oraz 125 innych osób, w większości policjantów. Po tych wydarzeniach w Iranie znowu zaatakowano ambasadę Arabii Saudyjskiej i jeden z dyplomatów zginął. Zawieszono na pewien czas stosunki dyplomatyczne między obu krajami. Rok później, kiedy zakończyła się wojna z Irakiem, Iran pozostał nieusatysfakcjonowany i pragnął zemsty. Rozpoczęły się ataki terrorystyczne przeciwko Arabii Saudyjskiej.

Czy islam może się zjednoczyć?

W roku 1990 Saddam Husajn, by nie zwracać pożyczonych od Kuwejtu miliardów, po prostu przyłączył Kuwejt do swojego kraju jako dziewiętnastą prowincję. Do antyirackeij koalicji dołączyła Arabia Saudyjska, która zażądała, by wojska USA nie wkraczały na teren Iraku. Nie robiono z tego tajemnicy, ale na Zachodzie nikt nie kojarzył tego faktu z trwającym ostrym konfliktem sunnicko-szyickim, czyli na arenie politycznej arabsko-irańskim. Dlatego też, kiedy Amerykanie wkroczyli do Iraku w 2003 r. i obalili sunnickiego władcę Saddama Husajna, Arabia Saudyjska odebrała to jako porażkę, a Iran jako zwycięstwo. Po 2005 roku większość szyicka doszła w Iraku do władzy (po raz pierwszy od 500 lat), czyniąc ten kraj raczej sojusznikiem Iranu niż przeciwnikiem.

Jak okazało się później, zamach bombowy w Arabii Saudyjskiej w 1996 r., w którym zginęło 19 amerykańskich wojskowych, był zorganizowany przez Iran. Po roku 2001 Iran zaczął aktywnie wspierać powstańców szyickich w Arabii Saudyjskiej, Jemenie i Bahrajnie. Dla Arabii Saudyjskiej nastały trudne czasy.

Nie można pominąć też ważnego ruchu, wykonanego przez Iran w czasie libańskiej wojny domowej w latach 1975-1990. Większość szyitów przekształciła się w proirańskie ugrupowania terrorystyczne, przede wszystkim Hezbollah, który po roku 1990 zaczął być wiodącą siłą polityczną Libanu. W tym czasie sąsiednia Syria, zsekularyzowany kraj kierowany przez mniejszość szyicką stojący zazwyczaj w opozycji do Iraku, została sojusznikiem Iranu. W Syrii doskonale się czuli arabscy terroryści zarówno islamscy, jak i świeccy, a w latach 2003-2007 Syria przekształciła się w główną bazę dla terrorystów sunnickich Iraku. Ostatecznie to wszystko obróciło się przeciwko reżimowi i doprowadziło do długiej i krwawej wojny domowej w Syrii, trwającej do dziś. Pojawiło się realne zagrożenie wznowienia wojny domowej w Libanie, gdzie chrześcijanie stanowią największą grupę, a szyici drugą co do wielkości. Hezbollah zdobył znaczne wpływy, i przez tę organizację Iran mógł zawetować wszystkie ważniejsze decyzje rządowe Libanu.

Kraje półwyspu arabskiego są zatrwożone z powodu tej ekspansji, ponieważ w każdym z nich żyje znacząc mniejszość szyicka. Iran jeszcze pogorszył sytuację ogłaszając wszem i wobec, że szyici powinni przejąć kontrolę nad świętymi miejscami w Mekce i Medynie odsuwając od nich rządzących obecnie w Arabii Saudyjskiej sunnitów. Do zabiegów propagandowych wykorzystano śmierć ponad 2400 pielgrzymów w 2015 r., w tym 450 Irańczyków. Mówiąc, że Saudyjczycy zamordowali pielgrzymów, szyiccy imamowie zaczęli otwarcie nawoływać do odsunięcia sunnitów z Mekki i Medyny. Mówi się, że wszystkie środki, włącznie z irańską bronią atomową, są usprawiedliwione dla osiągnięcia tego celu w jak najkrótszym czasie. Warto się zastanowić, co pozostanie po Arabii Saudyjskiej i po Iranie, jeśli rozpocznie się wzajemne ostrzeliwanie ładunkami nuklearnymi…

Widząc to wszystko przywódcy szyiccy w Jemenie rozpoczęli walkę z sunnickim rządem swego kraju. Prawie udał się przewrót, i tylko wojska Saudyjskie na początku 2015 r. były w stanie przeważyć szalę na korzyść sunnitów. Szyici się wycofali, ale nie zostali pokonani. Wyczekują razem z Iranem odpowiedniego momentu, by obalić sunnicki rząd Jemenu, gdzie sunnici stanowią większość.

Wydaje się, że również w Syrii Iranowi udało się dokonać rzeczy niemożliwych i zwyciężyć sunnickich powstańców. Zrobiono to przekonując Rosję, by wkroczyła do akcji zwalczając ISIS w połowie 2015 r.

Generalnie wszyscy są zgodni co do tego, że ISIS, tj. Państwo Islamskie bezpośrednio wyrastające z Al-Kaidy, należy zwalczyć. Rzadziej zauważa się, że Al-Kaida wyrasta z Arabii Saudyjskiej, i większość środków i żołnierzy ISIS pochodzi z Arabii Saudyjskiej i innych krajów arabskich bogatych w ropę naftową. Terroryści sunniccy stanowią zagrożenie dla rządu samej Arabii Saudyjskiej, jednak Saudyjczycy postrzegają szyicki Iran jako większe zagrożenie, dlatego wspierają tych pierwszych.

Obie strony dokładnie naśladują Mahometa, który wprowadził zasady bezwzględnej przemocy jako prawo islamu. Okropności popełniane przez szyitów i sunnitów, Irańczyków i alawitów, ISIS, An-Nusra i niezliczone bandy sunnickich dżihadystów to nie są jakieś odchylenia od norm cywilizacyjnych. To są cele bieżącego konfliktu islamskiego. Obie strony w ten sposób demonstrują wyższość swojej doktryny religijnej na chwałę Allaha. Bo już w czasach Mahometa i zawsze potem muzułmańscy dżihadyści uważali, że Allah jest po stronie tych, którzy ścinają głowy pojmanym do niewoli mężczyznom, gwałcą ich żony i grabią ich mienie – wyjaśnia Daniel Grienfield.

Jeśli więc ktoś uważa, że zagrożeniem dla pokoju na Bliskim Wschodzie jest Izrael (który od początku jest atakowany i nigdy nie wykroczył poza swoje własne granice, i nawet oddał Egiptowi zdobyty półwysep Synajski) albo bezbronni chrześcijanie żyjący wbrew wszystkiemu w krajach muzułmańskich, niech zwróci uwagę na te „przepychanki” między krajami nie tylko wyznającymi oficjalnie religię pokoju, ale rywalizującymi na tym tle i nie wahającymi się przed organizowaniem, finansowaniem i realizowaniem działań terrorystycznych przeciwko wyznawcom tejże religii pokoju – co tamci odwzajemniają „pięknym za nadobne”. W tym kontekście nie dziwi nikogo fakt, że ISIS powstało z inicjatywy krajów arabskich; ale dziwi fakt, że Zachód chętnie wierzy w bajki, jakoby ISIS nie ma nic wspólnego z „prawdziwym islamem”.

Jak widać, Państwo Islamskie jest bezpośrednim wynikiem szerzenia najprawdziwszego islamu.

Na podstawie danych ze strony http://aina.org/news/

W Aleppo odkryto dziesiątki ciał zmasakrowanych przez „opozycję”

Aleppo: choinka bożonarodzeniowa, wybuch i ewakuacja „opozycji”