Inwazja islamu na świat cywilizowany (cz. I)

Udostępnij to:
FacebookTwitterGoogle+Podziel się

Poznajmy opinię arabskiego chrześcijanina, obserwującego wydarzenia w Europie

Wydarzenia we Francji w 2005 r. jako przykład wyjaśniający

Ibrahim Al-Kypty
9.11.2005
Źródło: Rezgar (uwaga: od 20.11.2005 serwer był przez pewien czas nieczynny w wyniku uszkodzenia przez terrorystów)

To, co teraz dzieje się we Francji, było do przewidzenia od lat. O tym ciągle mówiłem, i nadal mówię. Emigracja masowa muzułmanów do Europy i Ameryki jest początkiem końca cywilizacji Zachodniej, takiej, jaką znaliśmy. Tysiące młodych muzułmanów udaje się do Europy w poszukiwaniu seksu i pieniędzy, czyli obiecanego przez Koran skarbu tego świata. Z biegiem czasu ci imigranci zmieniają się nie do poznania, tak że można uważać każdego z nich za mudżahida (bojownika islamskiego). Wydarzenia francuskie są zapowiedzią tego, co może się w każdej chwili wydarzyć w każdym kraju Europy i w Ameryce.

Niekontrolowana emigracja – islamski „Koń Trojański”

Muzułmanie od dawna uparcie starali się zniszczyć ostatnie bastiony chrześcijańskie, jakimi są obecnie kraje Europy. Otoczyli ją ze strony zachodniej, zdobyli Andaluzję (Hiszpania i Portugalia) w roku 710, dowodzeni przez barbarzyńskich muzułmańskich władców: Musa ibn Nusair, Tarik ibn Zijad, Abd al-Aziz ibn Musa. Jednak wielkim rodom chrześcijańskim po długiej walce (trwającej aż 8 wieków) udało się odzyskać swoje ziemie, okupowane przez muzułmanów. W dniu 23.11.1491 r. została zdobyta Granada – ostatni punkt oporu islamskiego w Andaluzji.

Również na Wschodzie muzułmanie nieprzerwanie starali się opanować Imperium Bizantyjskie i zdobyć Konstantynopol. Pierwsza taka próba miała miejsce w roku 652, za czasów kalifa Usmana ibn Affana. Również kolejny kalif, Muauja ibn Abi Sufjan, w roku 666 oraz w latach 673-679 podejmował kolejne ataki. Kalif omajjadzki, Suleiman ibn Abd Al-Malik, w roku 719 z zaciekłością usiłował osiągnąć ten cel, którego nie udało się osiągnąć jego poprzednikom. Jednak te wszystkie próby spełzły na niczym. Dopiero w maju 1453 roku Mohammad, nazywany Al-Fatih, sułtan turecki, zdobył stolicę Bizancjum i przerobił wielką katedrę Świętej Zofii (Hagia Sofia) w Konstantynopolu na meczet. Do dziś dnia możemy uważać ten akt za przykład tolerancji islamu wobec innych religii, i że „islam tylko i wyłącznie akceptuje wojnę obronną” (czyż tak nie twierdzicie, oświeceni muzułmanie?). Jednak kalifat Osmański zaczął się chylić ku upadkowi, aby stać się „chorym człowiekiem Europy”. Po I wojnie światowej kalifat ostatecznie upadł 3 marca 1924 roku za sprawą dyktatora o poglądach laickich, Kamala Ataturka. Odtąd laicka Turcja stała się krajem prawie neutralnym na obrzeżach Europy, który obecnie stara się o włączenie do Unii Europejskiej.

Mimo że Europa była zawsze trudna do zdobycia i nie poddawała się islamizacji tak łatwo jak Wschód chrześcijański, który uległ przemocy ze strony muzułmańskich barbarzyńców, jednak islam zawsze marzył o jej zdobyciu. To marzenie o zdobyciu Europy nadal kwitnie w umysłach wielu muzułmańskich myślicieli. Z przykrością trzeba stwierdzić, że historia Zachodu podobna jest do orzechu, który jest z zewnątrz twardy, ale w środku jest pełen tolerancji, akceptacji dla odmienności, walki o prawa człowieka, czyli łatwo psujący się od środka.

Kiedy w połowie XX wieku rozpoczęły się wojny narodowo-wyzwoleńcze w krajach trzeciego świata, Ameryka i Europa otworzyły swoje drzwi dla imigrantów. Jednak tego nie kontrolowano i nie nałożono odpowiednich ograniczeń, w wyniku czego każdy mógł wyemigrować na Zachód. Sprzyjały temu liberalne prądy polityczne, które odcinały się od chrześcijańskich korzeni cywilizacji europejskiej. Wśród imigrantów muzułmanie zawsze stanowili znaczną grupę, której kultura jest najbardziej niebezpieczna, ponieważ nastawiona na jawną konfrontację z każdą inną kulturą. Czyż nie na drodze dżihadu islamskiego zdobyto całą chrześcijańską Północną Afrykę, Syrię, Jerozolimę, zastępując politykę miłości polityką nienawiści?

Obecnie ruchy islamistyczne wykorzystują muzułmańską młodzież, która znalazła się w każdym kraju Europy w charakterze imigrantów, proszących o pomoc niczym żebracy. Stali się kimś dopiero wtedy, kiedy wzięli za zony europejskie blondynki i za ich sprawą otrzymali obywatelstwo europejskie. Teraz odkrywają swoje oblicze „islamskiego konia Trojańskiego”. Kiedy islamskie ruchy nie mogły zdobyć europejskich murów obronnych, młodzi muzułmańscy imigranci stają się obiektem poważnych inwestycji w celu przekształcenia ich w bombę z opóźnionym zapłonem. I oto armia Proroka Mahometa wkracza do wnętrza europejskiego „miasta Troja” schowana w „brzuchu drewnianego konia” imigracji, aby w ten sposób zakończyć „10 lat nieudanego oblężenia”. Kraje Zachodu kierując się wspólnym interesem politycznym nie pozbawionym naiwności, wykorzystała ruchy islamistyczne, aby zniszczyć komunizm. Uczyniła to samo, co były prezydent Egiptu Sadat, który na swoją zgubę zniszczył całą lewicę muzułmańską. Jest mnóstwo przykładów opieszałości i naiwności, z jaką Zachód podchodzi do islamskiego żebractwa i do układania relacji z radykalnym islamem, kierując się „wspólnym interesem politycznym”. Kiedy wśród 19 terrorystów aż 14 Saudyjczyków wzięło udział w ghazua mubaraka (zdradziecki napad nakazany przez Koran i praktykowany już przez Mahometa) 11 września, Stany Zjednoczone nie podjęły żadnych kroków, by obarczyć Arabię Saudyjską odpowiedzialnością za ten atak. A przecież Arabia Saudyjska wydaje mnóstwo petrodolarów na szerzenie islamu nawołującego do terroryzmu. Za ten błąd, moim zdaniem, Ameryka będzie musiała zapłacić jeszcze więcej. Interesy gospodarcze nie powinny wyprzedzać interesów narodowych i bezpieczeństwa.

Kiedy Ameryka wkroczyła do Iraku, zarówno Francja, jak i Niemcy i Rosja, potępiły to, jako agresję przeciwko władzy irackiej. A przecież ta władza przez długie lata upokarzała naród iracki, mordując dziesiątki tysięcy Irakijczyków. Potępiając Amerykę, te kraje nie kierowały się normami międzynarodowymi, ale widziały zagrożenie dla swoich podejrzanych relacji gospodarczych z reżimem Saddama Husajna. Chodzi o kontrakty dotyczące dostawy ropy naftowej za plecami ONZ. Francja postąpiła tak również po to, by przypodobać się swoim obywatelom muzułmanom, którzy mają wpływ na wyniki wyborów. I już teraz Francja musi za to zapłacić.

Liberalizm i zaślepienie może doprowadzić do powtórzenia tragedii chrześcijaństwa również na terenie Europy. Kraje europejskie obserwują działania muzułmańskich barbarzyńców na Wschodzie, zapominając o potrzebie obrony własnych społeczeństw. Również Rosja popiera muzułmański reżim Iranu, nie myśląc o cenie, jaką przyjdzie za to zapłacić.

Islam – religia wrodzona (din al-fitra)

Muzułmanie wykorzystują obecnie najnowocześniejsze środki, by organizować swoje ghazua. Dawniej islam posiadał armię, uzbrojenia i dostarczał motywację, aby wojsko zaczepnie walczyło zdobywając coraz to nowe ziemie i zniewalając coraz większą liczbę narodów. Wobec braku kalifatu (imperium islamskiego rządzonego przez następcę Proroka Mahometa) i wystarczających mocy militarnych, przyjęto nową strategię opanowania świata poprzez rozmnażanie się. Przecież prawo muzułmańskie pozwala mężczyźnie poślubić „dwie, i trzy, i cztery” kobiety. Teraz ghazua islamska zamiast miecza używa narządów rozrodczych. A to nie jest byle jaka broń! Jest to uwieńczenie sensu i znaczenia islamu jako religii wrodzonej, biologicznej (din al-fitra), nie uwzględniającej potrzeb duchowych: zob. Sura Al-Asrar (Tajemnice) 85. Islam nie wie, że posiadanie duszy odróżnia człowieka od zwierzęcia. Muzułmanin jest przekonany, że współżyjąc z niemuzułmanką przekazuje jej razem z nasieniem swoją religię, i w ten sposób szerzenie islamu sprowadza się do zwierzęcego aktu biologicznego. Reklama tej metody islamizacji jest wszechobecna w arabskich filmach sensacyjnych, gdzie gwiazdy kinowe (wyłącznie mężczyźni muzułmańscy) zdobywają serca dziewcząt i kobiet europejskich.

Sytuacja we Francji jako przykład

Dzisiejsze wydarzenia we Francji są praktycznym ukoronowaniem tego, co powyżej opisałem. Od czasu zakończenia okupacji Północnej Afryki przez Francję trwa niekontrolowany napływ arabskiej młodzieży do Francji (liczba muzułmanów we Francji sięga 5 mln, i jest największa w Europie). Również rozmnażanie się muzułmanów siłą rzeczy nie jest kontrolowane. Społeczność muzułmańska jest jak kolec wbity w plecy Francji: największe bezrobocie i największy odsetek przestępczości jest wśród muzułmanów, okazują oni również największą niechęć do integracji ze społeczeństwem francuskim. Pomimo że w swoich krajach ojczystych nie mieli oni nawet jednej czwartej części tej wolności, jaką mają we Francji, tutaj krzyczą o dyskryminacji społecznej. Nie wykazując chęci do zdobycia wykształcenia powyżej podstawowego, ciągle skarżą się na swoją sytuację. Taki model obrała większość muzułmanów, zajmująca się drobnym handlem, przemytem, pośrednictwem. Nie chcą oni korzystać z wielkich osiągnięć cywilizacyjnych i naukowych, dostępnych we Francji. W ten sposób doszło do sytuacji, kiedy społeczność muzułmańska Francji zaczęła stwarzać zagrożenie dla tego kraju i dla całej Europy.

Warto zaznaczyć, że Zakarija Musaui (nr 20 na liście osób zaangażowanych w wydarzenia 11 września), któremu nie udało się opanować sztuki prowadzenia samolotu, dlatego nie znalazł się w grupie dokonującej świętego ataku terrorystycznego pod dowództwem Emira Mohammad Ata, był muzułmaninem pochodzenia marokańskiego z obywatelstwem francuskim. Dzięki paszportowi francuskiemu mógł bez przeszkód kilkakrotnie wjechać i wyjechać z USA, nie budząc żadnych podejrzeń. Widać więc, że młodzież muzułmańska rzeczywiście jest koniem Trojańskim w środku europejskiej cywilizacji, gotowym w każdej chwili wysadzić się w powietrze zabijając wrogich „krzyżowców”. Ostatnie dni przyniosły jeszcze lepsze naświetlenie tego obrazu, kiedy 27 października 2005 roku policja ścigała dwóch młodych bandytów pochodzenia północnoafrykańskliego, a oni szukali schronienia w budce transformatorowej, gdzie zginęli. Wywołało to falę barbarzyńskich ataków ghazua w wielu miastach francuskich, kiedy francuska młodzież muzułmańska zniszczyła wiele budynków i witryn sklepów, spaliła ponad 3500 samochodów, zadała rany wielu policjantom. Starszy człowiek, próbujący uratować swój samochód, zmarł na miejscu wskutek zawału serca. Zauważmy, że zniszczonych zostało kilka restauracji, należących do chrześcijańskich imigrantów z Bliskiego Wschodu, podczas gdy znajdujące się tuż obok restauracje muzułmańskie nie doznały żadnych szkód. Podobnej fali terroru Francja nie doznała nawet w latach II wojny światowej.

Czy teraz zrozumieliśmy, że układy z islamem jako siłą polityczną są poważnym błędem? Czy nie widzimy, że zagłaskiwanie muzułmanów z pobudek ekonomicznych jest prawdziwą naiwnością? Czy demokratyczne traktowanie muzułmanina, przestrzegającego wszystkich nauk Koranu (nie wykluczając sury 5:29), nie jest wielkim błędem? Czy dawanie wolności i demokracji tym, którzy wolności i demokracji nie rozumieją i nie szanują, nie jest największą słabością systemów politycznych Europy?

Kolejny ruch należy do francuskiego rządu, który mógłby wyrzucić wszystkich arabskich imigrantów, którzy brali udział w rozruchach, i wytępić muzułmańskie bandy, które zagnieździły się we francuskich miastach. Ale być może, że ten rząd nadal będzie zagłaskiwał ich tolerancją, zezwalając na występowanie w meczetach (np. Delil Bubakr w Paryżu) szejkom, którzy zamiast ganić młodzież muzułmańską za te chuligańskie wybryki i akty przemocy, oskarżają rząd francuski o nieprzygotowanie warunków dla imigrantów. Czyli de facto głosić, że rząd francuski powinien pozwalać imigrantom na wszystko kosztem rdzennych obywateli Francji. Zauważmy, że Francja nie wymaga od imigrantów dowodów lojalności wobec kraju – co jest ciągle wymagane od muzułmanów w krajach ich pochodzenia.

Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko mieć nadzieję, że rząd francuski żelazną ręką rozwiąże ten problem, że kraje Europy nauczą się lekcji własnej historii i zrozumieją, że cywilizacja islamska jest cywilizacją szarańczy, żyjącej dzięki napadom aż do całkowitego wyniszczenia zdobytych terenów, i która falami przenosi się z ogołoconych ziem na świeże pola i łąki. Przed muzułmanami Europa roztacza się jako pole bitwy, a za nimi jest spustoszony świat islamskiej pustyni. Oni są zdolni opanować i pozbawić życia wszystkie zielone tereny, przemieniając je w żółtą wyschniętą pustynię. Niech chrześcijanie Zachodu nauczą się doświadczeń od chrześcijan Wschodu, którzy byli twórcami wielkiej cywilizacji, a pod panowaniem islamu zostali przekształceni w społeczności bez racji politycznej i społecznej, bez wolności, bez podstawowych praw. Mamy nadzieję, że przynajmniej ktoś z Europejczyków poczyta historię i wyciągnie wnioski. Jeżeli wybuch Konia Trojańskiego zniszczy europejską cywilizację, na jej miejscu nie powstanie nic przez długie wieki. Wtedy możemy zapomnieć o prawach człowieka, o marzeniach, o wolności i o życiu w pokoju.

Czytaj również część II.