Rany Wielkanocne

Udostępnij to:
FacebookTwitterGoogle+Podziel się

Jedną z ran na ciele Kościoła, mistycznego Ciała naszego Pana, jest rozdarcie i brak zgody z powodu daty obchodów Wielkanocy. W tym roku (2016) mamy szczególnie dużą różnicę – Kościół katolicki świętuje Zmartwychwstanie Jezusa w drugą niedzielę prawosławnego Wielkiego Postu (27 marca), zaś Kościoły prawosławne obchodzą Wielkanoc 1 maja.

Najgorsze jest to, że różnica dat świętowania wcale nie wynika z różnic doktrynalnych, nie dających się pogodzić. Wynika ona raczej z tego, że Ziemia obracając się wokół Słońca nie wraca w ten sam punkt po upływie pełnej liczby dni. Gdyby rok słoneczny trwał, np. zawsze 365 dni, to moglibyśmy obchodzić każde święto w określonym dniu, wiedząc, że minęło dokładnie ileś lat. Tymczasem pełne „kółko” wokół Słońca nasza planeta obiega w ciągu 365,242 dni, co powoduje przesunięcia tej samej daty w kolejnych latach. W celu skorygowania tego przesunięcia wprowadzono lata przestępne z dodatkowymi dniami, uzyskując w ten sposób poprawki zbliżające średnie trwanie roku do jego prawdziwej długości, na przeciągu dłuższego okresu czasu. Tym sposobem kalendarz juliański, wprowadzony przez Juliusza Cezara w 45 roku przed Chr. pozwalał uzyskać średnią długość roku 365,25 dni. Jednak w ciągu 16 stuleci okazało się, że nastąpiło przesunięcie dat aż o 10 dni w stosunku do „punktu odniesienia” z czasów Juliusza Cezara. W związku z tym papież Grzegorz XIII wprowadził w 1582 roku poprawiony kalendarz, zaproponowany przez Neapolitańczyka Aloysiusa Liliusa. Poprawki kalendarza gregoriańskiego pozwoliły na uzyskanie roku średniego o długości 365,2422 dni.

Jest oczywiste, że nowy kalendarz nie został wprowadzony natychmiast. Właściwie został on przyjęty jedynie w krajach katolickich: w Polsce, Włoszech, Hiszpanii i Portugalii. Wielka Brytania i kraje Imperium Brytyjskiego nie przyjęły go do roku 1752, a Rosja przeszła na „nowy styl” dopiero po rewolucji bolszewickiej, w 1918 roku, kiedy przestano się liczyć z Kościołem Prawosławnym Rosji. Ostatnim krajem w Europie była Grecja, która przyjęła nowy kalendarz dopiero w 1923 roku. Jednak żaden z kościołów prawosławnych nie uznał nowych poprawek wprowadzonych przez kalendarz gregoriański, w wyniku czego pomiędzy katolickim a prawosławnym kalendarzem w ciągu 2000 lat „uzbierała się” dwutygodniowa różnica.

Dodatkowy problem wynika z powiązania kalendarza gregoriańskiego (słonecznego) z kalendarzem żydowskim (księżycowym) w momencie obchodów Wielkanocy. Mianowicie, zgodnie z najstarszą tradycją przekazaną w Ewangelii, Jezus został ukrzyżowany i zmartwychwstał w okresie, kiedy Żydzi obchodzili święto Pesach, które wypada według ich kalendarza w dniu 14 nisan. I chociaż ani Ewangelie, ani inne księgi Nowego Testamentu nie zawierają nakazu świętowania Wielkanocy, chrześcijanie od samego początku chcieli obchodzić to święto. I od samego początku pojawiły się problemy z ustaleniem daty święta.

Już w roku 154 odbyło się spotkanie biskupa Rzymu z biskupem Smyrny w celu przedyskutowania sprawy. Otóż chrześcijanom zależało, by obchodzić Wielkanoc zawsze w niedzielę w okresie zbliżonym do obchodów żydowskiej Paschy. Na soborze w Nicei w roku 325 ustalono jednogłośnie, że cały Kościół będzie obchodził Wielkanoc w pierwszą niedzielę po 14 nisan, które ustalano jako pierwsza pełnia księżyca po przesileniu wiosennym. W oparciu o kalendarz juliański poczyniono pewne założenie upraszczające, by móc łatwo ustalić datę Wielkanocy. Przyjęto, że przesilenie wiosenne ma miejsce 21 marca, zatem najwcześniej Wielkanoc można obchodzić w czasie pełni księżyca 22 marca. Lecz z biegiem stuleci data 21 marca „uciekła” od przesilenia wiosennego, powodując opóźnienie obchodów Wielkanocy w kościołach prawosławnych, które nie przyjęły kalendarza gregoriańskiego…

Wcale nie mam zamiaru na tej podstawie konkludować, że jedyną prawdziwą datą obchodów Wielkanocy jest „nasza katolicka data” z kalendarza gregoriańskiego. Chcę zaznaczyć jedynie, że jest to jedna z wielu metod ustalenia dnia, w którym chrześcijanie pragną obchodzić pamiątkę zmartwychwstania swojego Pana. Zauważmy, że dla rzeczników wzajemnego potępiania chrześcijan, trwanie przy „swojej” dacie jedynie podkreśla brak jedności, ku uciesze wszystkich przeciwników chrześcijaństwa (zwłaszcza muzułmanów), których historia astronomii nie specjalnie interesuje. Chcę przytoczyć również dwa argumenty, dla których, moim zdaniem, Kościół katolicki, bez żadnej ujmy dla siebie, mógłby zmienić „swoją” datę Wielkanocy na „prawosławną”.

Po pierwsze, zostało wspomniane, że data Wielkanocy pierwotnie była powiązana z datą kalendarza żydowskiego, 14 nisan. W dacie Wielkanocy opartej o kalendarz gregoriański to powiązanie uległo zatarciu. W roku 2005, dla przykładu, Żydzi obchodzą swoją Paschę w niedzielę 24 kwietnia – zatem, zgodnie z definicją Soboru Nicejskiego chrześcijanie powinni obchodzić Wielkanoc właśnie 1 maja, jak czynią to prawosławni!

A po drugie, w obliczu postępującej laicyzacji Zachodu i islamizacji Wschodu, porozumienie pomiędzy wszystkimi wyznaniami chrześcijańskimi jest sprawą życia i śmierci. Jeżeli nie mamy zgody co do daty świętowania, to czy możemy dojść do zgody w jakiejkolwiek kwestii? Musimy pamiętać, że na Bliskim Wschodzie, gdzie chrześcijanie są zmuszeni do ciągłej konfrontacji z wojującym islamem, patriarchowie wszystkich Kościołów zdobyli się na poważny kompromis. Podpisano porozumienie, na mocy którego wszystkie Kościoły obchodziłyby Boże Narodzenie 25 grudnia, zgodnie z kalendarzem „katolickim”, natomiast Wielkanoc w dniu wyznaczanym według kalendarza „prawosławnego”. Jedynym Kościołem, który zabronił swoim wiernym zmiany daty, jest, niestety, Kościół katolicki… Dlatego dzisiaj na Bliskim Wschodzie radość i świętowanie ma miejsce jedynie w społecznościach katolickich i unickich, podczas gdy pozostałe grupy chrześcijan są w początkach Wielkiego Postu.

A przecież i jedni, i drudzy są obiektem szyderstw i ataków ze strony wcale nieobojętnych religijnie muzułmanów. I dlatego bardziej bolesny od ataków terrorystycznych (które miały miejsce w ostatnich dniach w Libanie i Iraku) jest brak wzajemnej miłości i zrozumienia pomiędzy chrześcijanami.

Módlmy się zatem, by w całym Kościele Chrystusowym na Wschodzie i Zachodzie nastała jedność, której pierwszym krokiem mogłoby być ustalenie wspólnej daty naszych wspólnych świąt.